poniedziałek, 16 listopada 2009
kartki żywnościowe i czeki na całą resztę
Metoda przez żołądek do serca zatrzymała się u mnie na żołądku. W zeszły poniedziałek pojechałam do Obiecywacza Szkota od razu po pracy. Niewyspana od 4 dni, zmęczona zwykłym dniem. No i głodna. W dodatku rozczarowana = szkot naobiecywał proof reading pewnego dość trudnego tłumaczenia, w końcu sama wszystko robiłam po omacku. Ale dałam radę. Głód i foch - zaległam na kanapie, pozwoliłam skakać wokół siebie. Szkot wyciągnął talerz pełen hinduskich dań po brzegi, podgrzał w mikrofali, podgrzał jakiś śmieszny chlebek, przyniósł picie, znowu przyniósł picie, znowu przyniósł picie, pytał czy chcę dokładki... Ja skupiłam się na jedzeniu. Pyszne!! Jadłam, jadłam, delektowałam się każdym kęsem. Szkot w tle monologował, mimo, że chłodno mu powiedziałam, że nie chcę kolejnych wymówek. Poszła powódź ' i could have/ i would have' i ' i remembered honey' plus 'i really wanted to..' - to o tłumaczeniu. Whatever. Najedzona trochę odtajałam. Położyłam się na tej kanapie, nogi na jego nogach. Trawię, błogo mi. Po czym nie odmawiam dokładki i zjadam jeszcze drugi pełen talerz. Szkot monologuje. Ja skupiona na pełnym żołądku słucham i nie słucham. Po jakiejś godzinie jego gadania i mojego grzecznego półsłuchania Szkot strzela ' so what about 5 minute massage'. Wyśmiałam go, mówiąc, żeby przestał ściemniać. On ciągnie i powtarza te 5minut i pyta jaki balsam lubię. Wyjaśniam, że 5 minut to ..... i żeby przestał sobie żarty ze mnie stroić. On serio, ale widzi, że nic z tego. Ogarnął się, pozmywaliśmy gary, poszliśmy na piwo. Znowu byłam w domu o północy. Następnego dnia - dzień odlotu - kolejne smsy. Dostałam pakiet 2 godzin do wykorzystania (czyli gotowanie lub masaż). Wyśmiałam go. Wycofał się z dwóch godzin i mam nieograniczony pakiet godzin :D ( byle nie sprzątanie). Wreszcie porozmawiałam ze starą 'soulmate' na skypie. Miała okazję przelotnie poznać Szkota jakieś 3lata temu. Na hasło pakietu usług po prostu się roześmiała i świetnie mi doradziła. Kupię sobie taką książeczkę czekową i będę bezlitośnie spieniężać. Niech gotuje do upadłego. ps - uwielbiam gagę! i nową chylińską! disco rules :)
niedziela, 08 listopada 2009
mała próbka
korespondecja skąpa przez weekend, nawet lepiej. byłam poza miastem, studia absorbujące. ale w piątek degustowałam pyszne jedzenie, było obiecane białe wino. znajomi wokół. miła atmosfera. tak. lekcja do wgrania na pamięć - nie baw się w uczucia wyższe od zwykłej ludzkiej sympatii z kolegami bo cena świętego spokoju jest nie do pobicia. prezentuję więc pojęcie 'kiedy coś ugotujesz a ja będę mogła to zjeść'. a to próbka z dzisiejszego wieczora. sms 1 - kept food for u darling! in de frigde sms 2 - ...of course i wouldn't forget honey sms 3 - muppets are gites! food waitin 4u 2moro. and naked massage :) wdf? chyba nie wypada mi napisać 'nie lubię poniedziałków'
czwartek, 05 listopada 2009
dzień pełen kłód
Wczoraj oficjalnie przeżyłam jeden z najbardziej załamujących dni w życiu. Wtorkowe spotkanie ze szkotem krótkie, bo wczoraj wczesna pobudka. Czuwałam całą noc, co 10 min sprawdzałam zegarek, żeby przypadkiem nie zaspać. 5-10 zwlekam się z łóżka, prysznic, śniadanie, walka z włosami i suszarką. pakuję ciężki plecak. Ruszam. Dojeżdżam, idę.... całuję klamkę o 7-52. Fon gościa milczy, na sms nie przychodzi raport doręczeń. Maksymalnie wk.... lecę na skm, jadę do domu rozdygotana nie tylko z powodu strasznie mroźnego chłodu. Jem kolejne śniadanie, znowu coś ciepłego do picia. 15 min pod kołdrą - znowu pociąg, ciężki plecak, jadę na inne zajęcia, ale b blisko miejsca nr 1, do którego wracam ponownie po 10. Spojrzenie sekretarki gdy mówię że byłam... - bez komentarza. Jej info, że facet dziś rano poleciał do szwecji.... zamilczę. Coraz bardziej zmęczona robię kawę, wpada facet żeby sprawdziś pewne dokumenty. Sprawdzamy, poprawiamy, korygujemy. Nagle mówi mi, że zna taki specifik na pryszcze i może mi go załatwić jeśli chcę........... Nie, nie chce mi się płakać, wyjść z pokoju, poczuć się urażoną. Nawet nie chcę sobie wyobrażać jaki jest odbiór stanu mojej skóry przez tych wszystkich kolesi. Nie sądziłam, że aż tak strasznie wyglądam, choć przecież walczę. Ale nie mogę zwalczyć. Nie wiem, stres czy co, może podświadomość produkuje kolejne problemy na twarzy, a mi ręce opadają. to było przed 11. resztę dnia przemilczę. Padał obrzydliwy śnieg A szkot- tworzymy super związek smsowy. Na miarę 21 wieku. Flircik pierwsza klasa. Zmęczył mnie we wtorek półgodzinną analizą odmiany czasowników kaszleć i karać. Moje zapalenie oskrzeli bardzo się przydało - gdy rzęziłam, trzymał buzię na kłódkę. No i częściowo sprowadza się do polski. Pół miesiąca w Szkocji, pół tu. łotewer. gotowanie i masaż odłożone. Mam mu kupić fartuch, bo on gotuje tylko w fartuchu = czytaj no other clothes. zastanawiam się czy warto grzebać w lumpeksowych stertach. pewnie coś wygrzebię.Z prezentów - seksmisja i vabank, ogromnie się ucieszył, gdy przeczytał pierwszą okładkę.
poniedziałek, 26 października 2009
retard
Cicho siedzę, choć czasu mam aż nadto do wędrowania po necie. Dwa zjazdy już za mną. Podróże z przesiadkami, noclegi w strasznej (ale taniej) bursie, maratony zajęciowe plus fastfoodowo-mięsne żywienie z koleżanką = choroba przez tydzień. Po pierwszych zajęciach z tłumaczeń biznesowych czułam się jak debil. Miałam problemy z pisaniem po polsku! Czas do roboty, wkuwania i oswajania nowych terytoriów. Szkot pożyczył pieniądze. Mam mu oddać 'eventually'. Nie chce się w nic pakować, ani mi niczego obiecywać. Ale -jestem superb, clever, brilliant, terribly sexi, fantastic girl Ale - dziś jestem do twojej dyspozycji, zrobię co tylko zechcesz -na co miałabyś ochotę? ( sms pisany po polsku). Ale - spotkajmy się koniecznie, nie rób mi tego, chcę cię dziś zobaczyć, super się z tobą spędza czas kochanie ( kolejny sms). Ale - gdy siedzimy w pubie obejmuje mnie i przytula. Ale - ciągły kontakt smsowy, maile też. Prawie codziennie!! Jego znajomi plus przypadkowe osoby (kolejny obcokrajowiec spotkany w ciagu imprez w spelunie i okolicach) mówią mu - Wow, ur with her?? congratulations, she's such a fantastic girl (sam mi powiedział). Poleciał w zeszły poniedziałek, przylatuje w przyszłą środę. Już obiecał, że będzie mi gotować. Muszę zlokalizować sklep typu 'sprzęty kuchenno-domowe' i kupić parę pojemników do przechowywania żywności. Wykorzystam Go maksymalnie chociaż w kuchni ;). Nie wiem co o tym myśleć. Niestety tęsknię za Nim. Przyzwyczaiłam się i przywiązałam. Niedobrze.
środa, 07 października 2009
uciekaj skoro sił *
* uciekaj skoro świt ..to wciąż za mało moje serce aby żyć... Spotkanie w ciemno z facetem z popularnego portalu randkowego skończyło się po 31minutach. Spacer, a może rześki marsz w dół słynnej ulicy, potem molo do końca. Jeszcze przed uściskiem dłoni- przed kościołem- wiedziałam, że chcę się ewakuować teraz, zaraz. Spróbowałam kolejny raz. Enough. Nawet nie jest mi głupio. Nie miałam cierpliwości zagadywać, słuchać nerwowych odpowiedzi i znosić strasznie krępującej ciszy. W pięć minut byłam na dworcu, wsiadłam w skm i pojechałam spotkać się z dawno nie widzianą koleżanką. Sprawiłam frajdę i jej i sobie.
wtorek, 06 października 2009
system error?
Ponieważ system identyfikuje mój komentarz jako próbę spamu, może uda się jako notka? - Well, poczucie godności i dumy własnej kazało mi odmówić w pierwszej chwili i uwierz mi, confetti, samodzielność trzyma mój portfel w gotowości 24/7. Oczywiście chcę wierzyć w ludzką bezinteresowność, choć to rzadkie, ale jak widać, może w przypadku Szkota prawdziwe, no i bezinteresowne ;) Napisał 'give', ja piszę o 'loan' = dla mnie sprawa jest jasna. Kupić mnie nie kupi, zna mnie na tyle dobrze i z takich sytuacji imprezowo-życiowo-przegadanych, że (tak mi się wydaje) taka myśl nie siedzi mu w głowie. Co do skali pieniędzy, nie jestem w stanie ocenić, nigdy go o stan konta nie wypytywałam. Jego insomnia problems raczej nie z powodu pieniędzy istnieje. Myślisz, że lombard to taki dochodowy interes? może powinnam zmienić profesję... Interesujące z tym 'wykupem', być może tak jest. Przyjedzie next week, to go przycisnę, choćby z tego powodu, że lubię wiedzieć na czym stoję i nienawidzę niedomówień. Oboje jesteśmy na bezpiecznej pozycji 'i do care about u and don't want to hurt u'. Maile były o kasie, smsy o dniu codziennym. Tak czy siak = na studiach mi zależy, żaden bank mi nie da pożyczki, d... nie zarobię, choć i taka opcja przemknęła mi przez myśl (to była sekunda!!), zawsze jestem chętna do pomocy innym, to dlaczego nie może mi raz ktoś pomóc?? a ja z tej pomocy skorzystać ??nie lubię łączyć ważnych dla mnie ludzi z pieniędzmi, ale...chcę być zdrową egoistką tym razem, zrobić coś ważnego i dobrego dla siebie!
czwartek, 01 października 2009
like a bolt from the blue
Brak intuicji czasem się przydaje. Skrótowo: Szkot się odezwał, wyjaśnił ciszę = zaległ mocno chory po jakże intensywnym imprezowaniu w Polsce. Napisał też o swoich odczuciach względem mnie. Tu już mniej jasno. Moje odczucia się potwierdziły =been there, done that. Podobam mu się -super. Jesteśmy przyjaciółmi - nieźle. Obawy przed powtórką z rozrywki= koniec rumakowania.... Czyli= życie bywa skomplikowane i zostawmy wszystko po staremu. Chociaż może i nie? Sama nie wiem jak to interpretować, napisałam równie neutralnie. Zapytał też o pracę i studia. Odpisałam szczerze o całej sytucji. I tu szok. Przejął się na tyle, że oferuje mi kasę i nie jest to grzecznościowe pisanie. Zależy mu na tym, żebym mogła zrealizować swoje, jakby nie było marzenie. Chce mi pożyczyć duże ( dla mnie, i w tej chwili) pieniądze. Popłakałam się przed laptopem po czym grzecznie mu podziękowałam. Doba później, parę maili dalej - on nie tyle nalega, co stwierdza, że mam brać kasę i iśćna studia. Ja łamię się powoli, nie wiem co robić.. Niespodziewany dobry odruch serca rozczulił mnie niesamowicie...
sobota, 26 września 2009
cold turkey
Cisza, ciemność, nie ma nic. Szkot zamilkł. Odcinam się. Nie czekam. Rozczarowanie siedzi, ale już nie podskakuje. Brakowało mi uczucia i pracy. Teraz tylko pracy. Chcę utonąć w grupach, papierach, zajęciach, krążeniu po salach, pisaniu i zmazywaniu tablicy, dojazdach i czekaniu na przystankach, popijaniu wody z plastykowych kubków, szperaniu w książkach i necie, chwaleniu i motywowaniu. Na razie cisza i w tym temacie. Włosy wychodzą mi garściami =stres permanentny. Szukam, piszę, wysyłam i czekam na odzew. KRYZYS. Płaczę w domu. Na ulicy jeszcze trzymam fason. Nie mogę spać w nocy. Nie mam się o co oprzeć. Moje jedyne koło ratunkowe znikło.
wtorek, 22 września 2009
stagnation
Cisza, spokój. Wiertarki za oknem, okazjonalnie psy zawyją. W szkockim eterze cisza. A ja porządkuję siebie. Przegadałam sytuację z koleżanką. Ona podekscytowana wydarzeniami bardziej niż ja = tylko utwierdzam się w swoich odczuciach. Nic z tego nie będzie. Wyłazi ze mnie romantyczna egzaltacja = jeśli przy całowaniu nie ma iskier, to dalej ich też nie będzie. Nie jestem zauroczona, zakochana, czy napalona. Lubię go, szanuję, jestem przywiązana, rozumiemy się super, cieszę się gdy raz na miesiąc przylatuje = jakbym widziała, no, nie brata, ale ulubionego kuzyna/ świetnego kumpla. Jasne - super jest słyszeć te wszystkie honey, u're so beautiful, i missed u so much, etc w trochę innym tonie. To tylko dowodzi jak bardzo brakuje mi tej słodkiej otoczki powodującej szybsze bicie serca i intensywne myślenienie przyszłościowo-życzeniowe. A przyszłości tu nie będzie. Bo niby jak? Opcja nr 1 -Ja mam rzucić wszystko i jechać do szkockiego miasteczka i oglądać z jego mamą i nim filmy wieczorem? A gdzie studia, praca, znajomi, moje miejsca? Musiałabym zacząć wszystko od początku. Warianty - siedzę na jego utrzymaniu, badź idę do pracy. Opcja nr 2 tu- Ja rano zasuwam do pracy, wracam wieczorem. A on wraca do poprzedniego trybu życia = bujne życie towarzyskie, poznawanie milionów osób, poranne powroty ze speluny = mijanie się w drzwiach, bo ja akurat wychodzę. A wieczorem słuchanie opowieści o całodziennym kacu. Przecież nie mogłabym mu kazać siedzieć w domu. Wiem, że ta kwestia była problemem między nim a poprzednią polką ( oprócz jej kombinowania na boku). Opcja nr 3 - przechodzę na jego utrzymanie (???), siedzimy tutaj, on łazi, ja z nim. Nieee!!- uwielbiam wychodzić do knajp i pubów, ale - to jest zawsze rodzaj nagrodu po całym tygodniu pracy; to okazja do spotkania równie zajętych znajomych. Nie potrafiłabym tak funkcjonować. I gdzie moja niezależność? Uwielbiam mieć swoje pieniądze. Pieniądze - on pracować nie musi. Jakieś dobre inwestycje, plus wynajmuje swoje mieszkanie w Edynburgu. Ja - szukam wciąż pracy, niech szlag trafi kryzys. Powoli wymiękam psychicznie. I czemu Szkot planuje spędzić święta i nowy rok tu?
sobota, 19 września 2009
kolejny..
Tak na szybko. Wczorajsze popołudnie ze Szkotem - poszliśmy sprawdzić nową knajpkę koło mnie. Nawet miłe bistro. Wpadliśmy na moją starą koleżankę z pierwszej poważnej pracy z synem. Siedzieliśmy tam dwie godziny. Potem leniuchowanie u mnie. Znowu jedzenie - tym razem włoska knajpka na dole mojej ulicy. Mała orgia jedzeniowa - bruskietty, pasta, pizza z pęczkiem rukoli (!!!), litrowa karafka białego wina. Mniam! Potem jeszcze szybka wizyta w ulubionym klubie. Dwa drinki i mówię mu, że ma skm, wychodzimy, idziemy na dworzec, on chce mnie odprowadzić. Śpimy u mnie. Szczerze - średnio całuje itepe. Zakłada ten insomnia kit -zatyczki plus opaska na oczy. Rano - ani kawy, ani jedzenia, ani prysznica. Właśnie wyszedł na skm a ja zaraz na wesele. Mamy się zobaczyć jutro. Na pytanie where are we now nie otrzymałam odpowiedzi... |