Statek Piła Tango... Czarna Bandera Ukłoń się świrom Zyj nie umieraj
poniedziałek, 23 lipca 2012

Kolejne nigdy więcej - Nigdy więcej Leśnych Dziadków rozwodników-katolików z apartamentami i wizytówkami.

Jestem bez pracy i bez kasy. Ale dobrze mi.

17:13, 66murka
Link Komentarze (2) »
czwartek, 14 czerwca 2012

wiosny nie zauważyłam. po wizycie u psychologa z CIK położyłam się bez sił na prawie cały majowy długi weekend. wypełzam z łóżka tylko po zakup najtańszego jedzenia i wracam pod koc. praca padła, wegetuję z jednym posiłkiem dziennie. spać nie mogę do 5/6 rano, a gdy już zasnę, to śni mi się G...

15:42, 66murka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 kwietnia 2012

Jestem pusta w środku. Gdy Ktoś kogo kochasz mówi do widzenia to bardzo boli. Czuję jakby ktoś mi umarł. Pierwszy raz w życiu. Czas nie pomaga.

12:15, 66murka
Link Komentarze (1) »
czwartek, 05 stycznia 2012
wpadka

wpadka pełną gębą. kolejne testy działają niezawodnie. całe ciało mówi nie. rozsądek też. to nie ten czas.. jest za wcześnie. Szkot jak zwykle niezawodnie uspokaja pisząc 'all be fixed hon' i się uspokajam. Wiem co mam zrobić i zrobię to.sama. Trzeba umieć o siebie zadbać, a nie liczyć na innych. Gorzka to lekcja, ale nie rozklejam się jeszcze. Sexi mama to jeszcze nie mój czas.

18:51, 66murka
Link Komentarze (1) »
sobota, 24 grudnia 2011
Last Christmas

Tegoroczna Wigilia jest o niebo lepsza niż zeszłoroczna. Wtedy Sportowiec wyjechał o 11rano do rodziców nie uprzedzając o tym. Ja zostałam sama, na brudnych włościach, które pracowicie posprzątałam łącznie z pastowaniem drewnianej podłogi na kolanach. To ostatnie robiłam już z mocnym drinkiem w ręku. Potem zjadłam pizze, wypiłam jeszcze jednego solidnego drinka i nawalona poszłam do łóżka.

Teraz też jestem sama. Też posprzątałam mieszkanie. Też zrobiłam sobie mocnego drinka. Ale o ile mi lepiej. Jest ok. Obejrzałam nawet świąteczny film w tv - holiday z kate winslet. Bajeczka, ale znośna. A Kate jak zwykle gra żywego człowieka.

http://www.youtube.com/watch?v=qc8XZiB26LY

a to przebój ostatnich tygodni. Ruda Florence wymiata w moich słuchawkach i na facebooku. Choć raz jestem na czasie z muzyką :)

22:47, 66murka
Link Komentarze (1) »
niedziela, 18 września 2011
Czy Hitler jeździł na wielbłądzie?

Zamilkłam i pewnie nadal bym nic nie pisała, gdyby nie ponaglenie smsowe koleżanki z dalekiego kraju.

Miesięczne zastępstwo w szkole. Jak to znajoma germanistka na fb określiła - to ty poszłaś do SZKOŁY??. Tak. Ta co unika tzw młodzieży. Na chwilę. Ta chwila trwa i skończyć się nie chce ;)

Wszystko przez przypadek. Wylądowałam w szkole prywatnej i przyjaznej uczniom z wszelkimi problemami typu dysleksja etc, jak i ADHD czy nawet autyzm. Już rada pedagogiczna dała mi mocno do myślenia. Rozpatrywanie podań o 4/5 poprawkę, warunek etc. 30minutowa dyskusja co zrobić z delikwentem z liceum, który w poprzednim roku szkolnym dwa razy zdołał pojawić się na języku francuskim (8rano), a potem przedstawił zaświadczenie od psychologa/psychiatry, że jest niezdolny do pojawienia się w szkole o 8. Hmm, muszę zdobyć numer do tego specjalisty ;) A delikwent nie zaliczył programu dwa razy i złożył podanie o zaliczenie przedmiotu (!!).

Powyższe pytanie padło na zajęciach z klasą 2lo. Po jednej lekcji z nimi spałam bite 12godzin - plus całej tej sytuacji. Bezsenność odeszła w siną dal.

Dzieciaki są generalnie miłe. Ale - czy jest sens pchać dziecko autystyczne do zwykłej szkoły? Niektóre z nich są świetne w nauce, ale absolutnie wyautowane z jakichkolwiek interakcji towarzyskich. Jeden chłopiec ledwo pisze po polsku, a obowiązek nauki języka obcego jest. Inny jest świetny z angielskiego, ale w grupie w ogóle nie funkcjonuje. Chłopiec z ADHD roznosi ławkę, a inny przysypia na zajęciach, bo dwóch lekcjach strasznie boli go głowa. Część dzieci nie jest w stanie ogarnąć planu i dojść do właściwej klasy.

To tyle na dziś.

 

20:27, 66murka
Link Komentarze (2) »
piątek, 02 września 2011
friends and benefits

cdn:

Cały tydzień minął w ciszy. Ja w swoich rozmyślaniach, ponuractwach, zajęciach. Podkreślam - jak wychodzę z domu to biorę się w garść - mogę nawijać o swoich sprawach, ale trzymam się z ryzach i staram się nie zanudzać. Nie widzieliśmy się ze Szkotem do końca jego 10dniowego pobytu. Dostałam tylko pożegnalnego smsa z drogi na lotnisko. WOW!

A Prawie Sąsiadka - cóż. Od czego zacząć? Wreszcie rozstała się z facetem który: 1.nie chciał z nią rozmawiać/wychodzić/robić cokolwiek 2.bywał wobec niej agresywny 3.winił ją za całe zło które mu się w życiu przytrafiło. Ona 1.mniej więcej raz w miesiącu dochodziła do oczywistego wniosku, że nic z tego nie będzie. 2. z drugiej jednak strony zależało jej i chciała walczyć z pobudek w pewnych punktach dla mnie niejasnych. 3. zapewne oboje się od siebie uzależnili.

W końcu facet się wyprowadził. Na jej prośbę - choć chciał zostać do 1, bo przecież zapłacił ( czyżby jej mieszkanie to był hotel??). Ona cierpi. To oczywiste i naturalne, że boli, że chce się zrozumieć i wyjaśnić sobie co się stało i czemu tak, a nie inaczej. Też tak miałam i nadal mam. Ale!! Sąsiadka to przypadek wyjątkowy - ona po prostu potrafi międlić i zamordować naprawdę cieprliwego człowieka. W tę nieszczęsną sobotę pojechałam z nią i jej matką na kaszuby. Jeszcze zanim wyjechałyśmy poza obwodnicę miałam serdecznie dość tego marudzenia i w myślach kastrowałam Szkota wykałaczkami za zostawienie mnie samej. Nagle bowiem okazało się, ze 22 stopnie to za zimno, że ona nie wie czemu jest tyle aut (sobota rano, początek długiego weekendu = wszyscy co mają gdzie i czym spierdalają z miasta - a to mi nowina!!!!!!!!!!!!) no i nie wie jak dojechać do swojego ulubionego miejsca - WRRRRRRRRR. Zaciskam zęby ( cierpi, sama chciałam, nie można ciągle w mieście, to przecież nie jest daleko) i staram się doradzić jak jechać. Ta nie wierzy i nadal nie wie jak - prosta instrukcja skręć w lewo na tych światłach przechodzi zdolność jej zrozumienia. Wszystkie drzewa i ogrodzenia po drodze wiedzą, że boli ją głowa i wszystko jest bez sensu. AAAAAAAAAAAAA! Pominę narzekanie na pogodę -fakt, było pochmurno i w końcu zaczęło padać. Ale prawie całe lato takie było.

Wreszcie dojechałyśmy. Miejsce jak z raju - ja zachwycona robię zdjęcia z otwartą buzią. Na jakieś 20 min jest spokój. Popijamy kawę rozkoszując się ciszą i widokami. Ludzi mało, może ze względu na pogodę. Zero głośniego radia czy też dj-a. Po czym nagle zaczyna się - wpierw atak na matkę, że ona chce ciszy i się wyciszyć a nie gadać. Po czym tsunami - że samotne wakacje są bez sensu. Kontra ze strony matki - długi, bardzo długi monolog jak to super jest jechać do egiptu z mnóstwiem rzeczywiście praktycznych porad. Słuchałam z umiarkowanyn zainteresowaniem. Sąsiadka z rosnącą irytacją - ona jest sama i czemu jest sama i czemu ma jechać gdziekolwiek. Po czym kolejna fala - wszystkie sytuacje po raz enty przeanalizowane. Ja już to wszystko 5 razy co najmniej słyszałam. Plus matka - ze swoimi side dishes. O żesz kurwa - Szkot jest martwy 12razy. Ale ok - niektórzy tak mają. Trzeba być tolerancyjnym. Trzeba być dla innych.

Nie mam siły pisać dalej.

cdn

22:36, 66murka
Link Dodaj komentarz »
friends and benefits

Zbieram się do pisania i za chwilę palce odmawiają posłuszeństwa. Marazm/depresja czy też lenistwo skutecznie blokuje. A przecież pisanie może mieć działanie terapeutyczne. Lecz się więc dziewczyno!

Jakies dwa tygodnie temu poczułam, że dobijam do pewnej granicy. Po pierwsze przez Szkota, po drugie przez Prawie Sąsiadkę. Po kolei. Szkot znowu przyleciał. Na 10dni. Wszyscy się mnie pytali kiedy i na jak długo przyleci. Potem ja 7 razy upewniałam się czy Krynica jest nadal aktualna. W końcu zaczęłam dzwonić - przed kolejnym długim, bo 3dniowym weekendem. Obdzwoniłam 11 miejsc. I nic. Trudno. W czwartek wylądowaliśmy w Sopocie. Nie pamiętam jak wróciłam do domu - ważne, że zostawiłam torebkę w ulubionym klubie, ktoś ją przyuważył, a Szkot zabrał do domu. Po porannej panice ( where is my bag?? Where is my wallet?? Where are my documents????? - sms autentyk) mogłam w spokoj walczyć z kacem na zajęciach :/.

Ponieważ Krynica nie wypaliła, a Szkot nie chciał siedzieć w mieście uderzyłam do Prawie Sąsiadki z pytaniem, czy nie moglibyśmy się zabrać z jej matką i nią na objazd po Kaszubach ( o którym wcześniej mi mówiła). Ona na gorąco wymyśliła trasę, a Szkot z radością na pomysł przystał. Przyjechał w piątek do mojej meliny, zapomniał torebki, zrobiłam alio oglio (nasz ulubiony makaron), potem piwka, gadki-szmatki ze mną i współlokatorkami, potem otworzyłam włoskie bombardinio - o 1 padliśmy spać. On na moim łóżku, ja na materacu pożyczonym od flatmejtki. Rano, około 6 wstał, usłyszałam, że wychodzi - napisał smsa, że pojedzie do gda, weźmie prysznic/ moją torebkę i przyjedzie na 10. Z ulgą wlazłam do łóżka i wreszcie mogłam się kimnąć.

O 9 dostałam sms-a, że jednak nie przyjedzie, chce się wyspać i przeprasza. Zrobiło mi się bardzo przykro - musiałam się tłumaczyć Sąsiadce z sytuacji. Ona i jej matka były zdania, że jest podłym egoistą, który ma mnie w dupie. Ja dodatkowo wściekła, bo liczyłam na jego towarzystko/ wsparcie - Sąsiadka świeżo po rozstaniu i w nastroju do analizowania każdej sekundy byłego związku a jej matka równie ciężki kaliber. Gdyby pojechał, to pewne tematy na pewno nie byłyby poruszone. Ale cóż - zostałam sama na placu boju. Co do reszty wycieczki - temat na inny post.

A wieczorem wylądowałam w gda, na domówce - specjalnie pojechałam żeby odebrać wreszcie moją torebkę. Po drodze spotkałam całą regularną zgraję kolegów Szkota i moich. Na domówce, jak to na domówce - grupy i podgrupy. Rozmowy na bardzo różne tematy. Jakaś koleżanka Szkota zaczęła z nim gadać, ze mną też. Im dłużej o jakiś pierdołach rozmawialiśmy, tym bardziej było widać w jej oczach przypuszczenie, że jesteśmy parą. Norma. Ale moment, w którym Szkot zaczął opowiadać o moim ostatnim i nie tylko blackoucie dopełnił czarę mojej cierpliwości. Gdy tylko mogłam, zdecydowanie poprosiłam go, żeby nie opowiadał takich rzeczy o mnie ledwo poznanym ludziom, bo czuję się niekomfortowo i po prostu sobie tego nie życzę. To są bardzo wstydliwe sytuacje, z których nie jestem dumna i które na pewno nie definiują mnie w pełni jako osoby - więc po chuja wafla takie rzeczy opowiadać przypadkowym ludziom?????? Szkot nie zrozumiał prośby, a może nie chciał. Wkurzona i rozżalona ulotniłam się do domu. I przez cały tydzień panowała cisza - zero sms. NIC. Dało mi to do myślenia.

cdn

19:19, 66murka
Link Komentarze (3) »
wtorek, 09 sierpnia 2011
pogoda na morzem

Jestem jak ta letnia pogoda - niby jest, a jej nie ma. Wczoraj żar od rana, w momencie gdy już się ogarnęłam lunęło solidnie, więc przeskoczyłam z japonek w kalosze, rower odstawiłam i przytuliłam się do parasolki.

Gdy nie łażę po milionie śmietnikowych stron w necie, gapię się w ścianę i walczę ze łzami. Dlaczego, czemu, po co? Wydarzenia sprzed paru miesięcy wyskoczyły znienacka jak rekin w Szczękach. Mam wciąż kaca moralniaka i nie umiem się go pozbyć. Bez piwnego przymulenia nie śpię do 2 w nocy. Naiwnie sądziłam, że Biegacz był dobrym antidotum na Siatkarza. Gówno prawda. Dopiero teraz/ znowu (??) męczę się z ostatnim rokiem. Bardzo mi źle. Tak, wiem. Powinnam sobie wybaczyć. Odpuścić. Move on. Nie umiem, czy nie chcę? Tego nie wiem. Nic już nie wiem.

Randki mnie dobijają. Wszyscy notorycznie kłamią w kwestii wzrostu. Albo to ja mam te 170cm.

Szkot przylatuje w czwartek. Znowu ucieknę w jego towarzystwo. Też niedobrze.

10:44, 66murka
Link Komentarze (3) »
czwartek, 21 lipca 2011
pseudo-urodzaj

Plusem posiadania współlokatorek, oprócz potrójnego sprzątania ;) jest możliwość babsko-kurzego gadania. Dziewczyny są bardzo różne, co mi bardzo odpowiada. Powoli się wtapiam w nowe lokum i nie przemykam już do łazienki jak zastraszona mysz.

Pewnego sobotniego czy piątkowego wieczoru przy piwie w mikroskopijnej kuchni zeszło na facetów, randki i portale randkowe - zalogowałam się na stare konto i spędziłyśmy 2 godz oglądając i obśmiewając co bardziej żenujące profile. Potem po cichu aktywowałam konto korzystając z letniej promocji. Za mną 3 spotkania z 3 różnymi osobnikami.

Nr 1 pomylił się w kwestii wzrostu o jakieś 10cm co sprawiło, że przez parę minut musiałam musiałam się przystosować do jakże innej/niższej sytuacji wzrokowej. Poza tym - spokojny IT, tenis, podróże, w trakcie przeprowadzki, chyba nie był przygotowany finansowo na moją kawę. W profilu poszukiwał szalonej - chyba przerosłam jego oczekiwania w tej dziedzinie. Wydaje mi się, że wizualnie zdałam. Parę maili i cisza.

Nr 2 mieszka kawałek drogi stąd. Kolejny It. Wzrost ok ;). Na zdjęciu wyglądał lepiej niż w rzeczywistości. Raczej cichy, nie narzucający swojego zdania, zrównoważony. Płacił za wszystko. Wytrzymał siedmiogodzinne łażenie i stanie na festiwalu teatrów ulicznych. Pogadał z dwoma znajomymi którzy też tam byli. Pośmiał się z chamskich dowcipów jednego z nich. Odwiózł do domu, mimo, że mieszka w zupełnie innym miejscu. Otworzył drzwi do samochodu(!!!). Na razie na wyjeździe służbowym poza krajem ( taka praca) - ma się odezwać. Zobaczymy.

Nr 3 - nie IT( wow!). Szkoli z nurkowania różne służby mundurowe = przyczynia się do bezpieczeństwa kraju ;). Na żywo dużo lepiej niż na zdjęciu. Uśmiechnięty gaduła, ale nie nachalny. Bardzo fajnie mi się z nim gadało. Połaziliśmy po mieście, posiedzieliśmy w dwóch miejscach, ograłam go w scrabble. Odwiózł do domu - miał po drodze. Też otworzył drzwi. Cisza w eterze trwa.

Nr 4 - poznany przez Szkota - wygląda jak wyrośnięty nastolatek i tak też się śmieje. Brak dwójki lub trójki z przodu (fuj!) Wyraźnie chętny na spotkania, wydzwaniał na festiwalu gdy miałam spotkani z nr 2 i zmaterializował się, gdy tylko odpisałam na smsa. Doradził z bateriami do aparatu, zaoferował się, że kupi, graliśmy już w literaki (wygrałam) i scrabble (przegrałam), zaciągnął mnie do kina 5D - fajne. W niedzielę paintball. Taki radosny szczeniak czekający na rzucenie patyka. Oj! Naprawdę go polubiłam. Nic z tego nie będzie.

Dziś przylatuje Szkot. Mogę go podciągnąć pod nr 5 - gdy był w Polsce 2tyg temu to prawie cały tydzień z nim spędziłam. A jednego wieczoru jak się zaczeliśmy całować.... Ogień!! Od tamtego czasu jestem delikatnie mówiąc confused, bo jednak było to alkoholu, choć nie aż takiej ilości. Szkota plany - Let's go to Krynica n have a walk to the Russian border. No nie wiem.

Podsumowując - niby dużo się dzieje, ale to jak wata cukrowa - nic konkretnego.

12:56, 66murka
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 59